Top Social

.

LIFESTYLE | WORK | INTERIOR BLOG

Featured Posts Slider

Image Slider

niedziela, 3 grudnia 2017

KUCHNIA PO ZMIANACH | PINK WALL



Spośród wszystkich domowych kątów, zawsze kuchnia ma jakąś szczególną siłę przyciągania. Coś się w niej dzieje, ktoś się kręci, pachnie, parują garnki, albo w piekarniku czekają na łasuchów zasmażane jabłka. Może być i tak, że ginie pod stertą brudnych naczyń - nie ma nudy. Wszyscy się tu wcześniej, czy później, w ciągu dnia spotykamy. Ale ponudzić w niej też się z przyjemnością można, a jakże...

Lubię posiedzieć tu rano z kawą, z twarzą zwróconą do okna, z nogami na stole, pomyśleć o dniu poprzednim, albo zaplanować kolejny. Z reguły znajduję czas, żeby tak zacząć dzień. Wtedy wszystko jest {na swoim miejscu}. Jakby każdy dzień był taką kuchnią właśnie, w której jest czas na wszystko. Żeby tworzyć - trzeba najpierw oczyścić, żeby myśleć - trzeba przygotować uprzednio wszystkie składniki, a potem czekać jak myśli podrosną w cieple jak drożdżowiec, ukształtować i pozwolić, by te dobre wypełniły nas niczym pyszne bułki z cynamonem. Prawdziwa sztuka. Byłoby idealnie, gdyby zawsze nam się to udawało.

















Nieco odmieniłam to wnętrze. Poprzedni wygląd ściany z blatem roboczym możecie znaleźć TU, a początki zmagań TU.
Dosyć sporo pytań pojawiło się po ostatniej publikacji zdjęć w Alike no4, więc może choć trochę postaram się napisać o tym, jak na mojej ścianie w kuchni pojawił się powyżej kafli róż...

Któregoś dnia otworzyłam po prostu puszkę z farbą Autentico, jaką miałam w szafce, taką bez szczególnego przeznaczenia. Jedno czego byłam pewna, to, że chcę koloru. Taśma papierowa, pytanie techniczne do dystrybutora, czy mogę pomalować farbą kredową przeznaczoną do mebli ścianę w kuchni {do ścian jest inna farba kredowa, ale takiej nie miałam, używałam takiej w pokoju syna, ale z firmy Annie Sloan, jednak teraz chciałam właśnie róż, więc nawet gdyby mi odradzano, podejrzewam, że zrobiłabym i tak, jak uważam. Pani Agnieszka z @chalkhouse_farbakredowa doradziła mi jedynie pokrycie farby dwoma warstwami impregnatu, dzięki czemu ściana jest odporniejsza na zabrudzenia i można nawet zaryzykować jej umycie.... Jeszcze nie testowałam, więc pewności nie mam, ale wygląda to budująco.} i zabrałam się do malowania. 

Jak technicznie uzyskałam efekt 'postarzenia' jak z zalanej starej kamienicy? Po pierwsze użyłam dwóch kolorów _ Antique Rose i White Cliff. Im więcej kolorów, tym efekt może być ciekawszy. Gdzie nie gdzie, po skończonym malowaniu nałożyłam delikatnie palcem i roztarłam odrobinę złotej farby do zdobień, ale bardzo symbolicznie. Chciałam stworzyć tym pewnego rodzaju nawiązanie do mosiężnych detali, jakie przewijają się w kuchni.
Do malowania całej ściany używałam oryginalnego pędzla, jest niezastąpiony. Okrężnymi ruchami nakładałam róż a potem biały i kontrolując niewielki obszar pracy malowałam dopóki efekt był zadowalający. Istotne moje spostrzeżenie - farba schnie błyskawicznie, nie można pracować najpierw jednym kolorem, a potem drugim, bo po prostu nie połączy się ich w zadowalającym stopniu, zawsze zrobi się efekt 'koloru na kolorze', a nie efekt rozmycia. Zatem małymi partiami do przodu. Kilka ruchów pędzla w jednym kolorze i potem od razu kilka drugim, aby przejścia były subtelne. Pod drugie - jeden pędzel wystarczy. Biała farba nie bierze koloru przy delikatnym zanurzaniu pędzla, którym malujemy ścianę na różowo. To bardzo ważne, bo nie ma czasu na takie żonglowanie pędzlami, uwierzcie, że farba kredowa to mistrzyni prędkości w wysychaniu. 

Ogólnie myślę, że to nie jest łatwy sposób malowania dla osób, które nie lubią malować obrazów. Ja lubię i kilka w życiu poczyniłam. Zatem jeśli ktoś wcześniej nie miał dawno do czynienia z cieniowaniem to musiałby poćwiczyć, choćby na dużej kartce brystolu, żeby po prostu zobaczyć jak to jest. Ale nie jest to rzecz, której nie da się nauczyć! Są też inne sposoby na malowanie drugiej warstwy - przez siatkę, gazę, grubo tkany materiał, tamponowanie gąbką. Są też chyba specjalne farby Autentico do uzyskania takich efektów - zainteresowanych odsyłam do konsultantów na stronie marki. Ale uwierzcie - potrzeba jest matką wynalazków i najważniejsze czasem jest poszukiwanie czegoś dla siebie. Może i najlepsze. Jakoś nie chciałam koloru po prostu z wałka. I już. Nie uważam też, żebym malowała swoją ścianę technicznie poprawnie.... w ogóle o tym nie myślałam. Często działam impulsywnie i zdarza się, że nie do końca jest to dobre. Szukajcie swoich rozwiązań. To chyba jedyne, co mogę Wam poradzić. Ja jestem bardzo zadowolona z efektu, ale też dlatego, że nie główkowałam zbytnio jak go uzyskać. Zadziało się. Jak to w kuchni {;)}.




Kochani dobrego dnia,
ja dzisiaj wyjątkowo jeszcze hygguję. Pamiętacie o lekturze > Alike na jesienne zimowe poranki ze słodką bułeczką i wieczory z lampką wina? Przepis na kanelbullar znajdziecie w właśnie w magazynie!




Życzę Wam samych dobrych dni,
do następnego widzenia na blogu, lub na @agnethahome.
Dziękuję za wszystkie  Wasze komentarze!

NIEKTÓRE PRODUKTY ZE ZDJĘĆ ZNAJDZIECIE TU:


PS. W sprawie zamówień z mojej pracowni, w tej chwili proszę pisać wyłącznie na maila: agnetha.home@gmail.com.
l o v e


sobota, 25 listopada 2017

KOMINEK W SALONIE


WIECZORY JAKIEŚ TAKIE DŁUGIE... Światła jak na lekarstwo. Właśnie - a ma uzdrawiającą moc. Kiedy wkręciłam ostatnio w toalecie na dole tradycyjną żarówkę o mocy 150 Watt, bo wszystkie energooszczędne powędrowały do bardziej używanych punktów oświetleniowych w domu, a nie chciałam żeby wisiał sam kabel, to teraz wchodząc do tego niewielkiego białego pomieszczenia każdy czuje się niemal jak na chromoterapii. Uśmiecham się szczerze, bo efekt niezamierzony, ale choć trzeba mrużyć oczy, to rzeczywiście podświadomie poprawia mi to humor. Jak nie zapomnę, to nabędę w tym tygodniu "ekologiczne" światełko do tego pomieszczenia. Piszę w cudzysłowiu, bo z tymi eko żarówkami to trudny temat i w sumie można się zakręcić co tak naprawdę pozwala nam w tym mikroskopijnym stopniu poczuć się ekologami. 

Na szczęście w moim domu nie brakuje bieli i światła dziennego wpadającego przed duże okna. Biel nie jest może praktyczna w utrzymaniu, nieraz pytacie jak to jest z tą białą podłogą, czy myślę, że "bardziej" się brudzi.... Pytanie Kochani dla mnie w sumie retoryczne, bo ja nawet teraz nie mam zdania. Podchodzę do tego bardzo swobodnie, a wszystkie moje wybory są uwarunkowane tym, co mi się podoba. Z czym czuję się dobrze. Szukam zawsze najlepszego rozwiązania dla tego, co chcę osiągnąć. I nie uważam, że coś się ciężko myje dlatego, że nie rozważałam innej możliwości i decydując się na białe panele wiedziałam, że będzie z nimi trochę roboty. Podejrzewam, że kolorowo, albo beżowo, byłoby pozornie czyściej.

Gdy na instagramie dziś, gdy pytałam czy mam pisać posta o kuchni, czy o salonie, dwie osoby napisały mi abym pisała {O sobie}. Zawsze piszę o sobie Kochani. Zawsze. Ale że w jednym z poprzednich postów pisałam dużo o kominku, a wcale go de facto nie pokazałam..... to nadrabiam to teraz. Mam niesamowitą radość z tego, że udało mi się w końcu go zamontować. Teraz dom jest już w środku kompletny. Mimo wciąż jeszcze sterczących tu i tam kabli. I znajdą się takie różne szczegóły, które trzeba wciąż zrobić, chociażby jakieś drzwi jeszcze wstawić, ale nigdzie mi się z tym nie spieszy. Nareszcie mam swój kąt. I to wystarczy. Reszta to kwestia czasu.








Myślicie już o pakowaniu prezentów? Ja chyba wyjątkowo wcześnie. Sama kończę przyjmować zamówienia z końcem listopada, żebyście zdążyli dostać szkiełka przed świętami. I w tym nadchodzącym tygodniu robię jeszcze {słodki} kalendarz adwentowy. Trochę przyjemności na każdy dzień oczekiwania na święta. Jak u Was to wygląda? Zastanawiam się również czy spadnie śnieg, czy 24-go grudnia będę miała z okna tak samo zielony widok... No zobaczymy. To w sumie już całkiem niedługo.






NIEKTÓRE RZECZY ZE ZDJĘĆ ZNAJDZIECIE TU:


Spokojnego weekendu Kochani,
do następnego postu - jak już wspomniałam, prawdopodobnie kuchennego....
I chciałam jeszcze gorąco Wam podziękować za ciepłe przyjęcie mojego magazynu. Jesteście wspaniali! Dziękuję ogromnie!!! Zapraszam serdecznie - zajrzyjcie jeszcze, jeśli nie widzieliście - do nowego numeru ALIKE LIFESTYLE MAGAZINE




poniedziałek, 20 listopada 2017

MAGAZYN ALIKE I MÓJ DOM


Uff.... Jeszcze chyba nigdy w swojej blogowej karierze, nie opublikowałam na raz tylu szerokich kadrów ze swojego domu, co w czwartym numerze magazynu {ALIKE}.... Na okładce już jest salon, jest sypialnia i jest kuchnia. No naprawdę sama nie mogę uwierzyć, że tak się uzewnętrzniam [hehe]. Ale też chyba jeszcze jak nigdy przedtem, albo po prostu już zapomniałam jak bardzo, zaangażowana byłam w jego tworzenie. Obawiam się, że to drugie. Pamięć krótkotrwała jak mowa o wysiłku, długotrwałe poczucie satysfakcji z wykonanego zadania. Czy dobrze - musicie ocenić.

Jestem przeszczęśliwa, że udało mi się oddać właśnie w Wasze ręce świeżutki wnętrzarsko-lajfstylowy kawałek internetowej prasy. Marzy się druk.... ale to wciąż nie takie proste Kochani. Niemniej jednak bardzo chcę, aby gazeta znalazła swoich odbiorców, dlatego piszcie, piszcie i jeszcze raz piszcie! Do znudzenia! Tu, na instagramie > @agnethahome i @alikemag, na maila redakcji alikelifestylemagazine@gmail.com. Chciałabym wiedzieć jaki jest odbiór, że jest w ogóle. Na ISSUU pod magazynem jest takie małe serduszko.... więc jeśli tylko czujecie, że warto to kontynuować i rozwijać, to klikając w nie również dajecie mi znak!!!, to BARDZO BARDZO ważne. Nie każdy komentuje, ale jest wiele sposobów na wsparcie projektu, a to daje mi obraz tego, czy warto w coś się angażować, czy po prostu szkoda na to czasu.

W tym numerze jest przytulnie..... Są zaproszeni wspaniali ludzie {@thymka@mrsostrovia, @paulina_gfd, @moosiatko, @margo.hupert.art, @whiteloftconcept}, z którymi wspólnie szukamy szczęścia i drobnych przyjemności w naszym codziennym życiu. Nie zdradzam nic więcej, bo zachęcam Was do zajrzenia do magazynu.



















Dla moich cudownych czytelników, czyli dla Was, jest również możliwość skorzystania z rabatu 10% na zakup nowego lampionu > VIKING, który widzicie na zdjęciach z mojej sypialni. 
Cztery sztuki są od ręki!!! A to naprawdę okazja, bo wiecie dobrze jakie u mnie są terminy [hehe].
W każdym razie uczulam też tych, którzy planują świąteczne zakupy u mnie - Kochani do końca miesiąca. Bo potem elfy już mi nie pomagają [;)].

KOD ZNIŻKOWY : {alike4}
Ważny na zakup 2 sztuk dużych i 2 sztuk małych lampionów [do wyczerpania zapasów, potem cena regularna]

Ucałowania dla Was. 
Jeszcze raz dziękuję wszystkim za to, że mnie odwiedzacie. Mam nadzieję, że gazeta nabierze rozpędu i stanie się pełnoprawnym kwartalnikiem. A to jest możliwe tylko dzięki Wam! 
Bardzo sobie tego już dzisiaj, tak świątecznie trochę, życzę.


NA ZDJĘCIACH:

l o v e

czwartek, 2 listopada 2017

LOVE AUTUMN


Dzień dobry Kochani,
zmienia się aura i wreszcie jest czas na moje ukochane swetry, pledy, poduchy.... po prostu na taki przytulny look w domu. Jak ja lubię tą jesień, to nie macie pojęcia. Jesień, a w drugiej kolejności lato. Jedyne co może być trochę uciążliwe, to anomalie pogodowe, jakie ostatnio niestety zdarzają się dosyć często. Jak nie jeden Ksawery, to jakaś inna panna, ciągle coś. Na szczęście już chyba najgorsze się skończyło, a zaraz po pełni pewnie przyjdą pierwsze przymrozki.Kiedy jest pełnia, wiecie może? Zaraz będę sprawdzać... Z reguły tak właśnie jest, że pełnia przynosi zmianę pogody. 

Wreszcie udało mi się skończyć mini pled, trudno to nazwać pledem, raczej jest to duża narzuta na ramiona, idealna na chłodne poranki, gdy zgaśnie w nocy w piecu ;) Wszystkie te drobiazgi, welury, futerka, miękkie i mięsiste w dotyku i dla oka - właśnie to nadaje wnętrzu cudownie przytulny klimat. 
Może dojrzycie również w tle na zdjęciach, że zrobiłam wreszcie kominek {!}, więc teraz żadna zima mi nie straszna. Parę razy się już paliło, raz zakopciłam dom, aż miło, ale przyjemność z tego jest duża. 
Jednak, gdy temperatury w ciągu dnia już się tak nie podnoszą, to wygrywa wygoda ogrzewania podłogowego, więc teraz z paleniem czekam na większe chłody.

Co do samego kominka, to wolnostojący piec, jakoś 'koza' do niego nie pasuje, bo to w sumie najważniejsze miejsce w moim salonie, a nie jakaś tam kózka. Oczywiście jak zazwyczaj, decydowałam o wyborze sama. Bałam się, że w związku z koniecznością odstąpienia od wymarzonych norweskich piękności z tradycjami, nie będzie już tak fajnie.... Ale niczego nie byłam tak bardzo pewna, jak tego, że kiedyś taki piec będę miała w pokoju, i już. No i stało się. Mało tego - zrobiłam go tak, jakby nie był zamierzony, bo rura nie jest zabudowana, wygląda zatem jak piec 'z potrzeby', nieco dołożony do przestrzeni, co moim zdaniem dodaje mojemu wnętrzu lat. Nie jestem zbyt nowoczesna jeśli chodzi o styl. Za to od długiego czasu zafascynowana właśnie takim skandynawskim pazurem.
I wyszło bardziej skandynawsko niż w Skandynawii ;) Jestem uszczęśliwiona.










Duży uśmiech dla Was. Cieszcie się jesienią, wieczornym ciepłem w domu i drobnymi pracami, na które teraz można wreszcie znaleźć czas. Trzymajcie się ciepło do następnego wpisu.
Dzięki, że jesteście.




NIEKTÓRE RZECZY ZE ZDJĘĆ ZNAJDZIECIE TU:


l o v e

Dziękuję Wam za wszystkie komentarze pod poprzednimi postami
i do przeczytania wkrótce!

Custom Post Signature

Custom Post  Signature